Pragnienia i
marzenia – przepełniają nas, rozlewając się w strumienie życiowych ścieżek. Pierwsze mogą znaleźć ujście w
nie zawsze słusznych decyzjach, drugie – pielęgnujemy w sobie, otaczamy je
czułością. Wieczory kołyszą się na falach fantazji. W chwili rozproszenia myśli
dajemy unieść się na iryzujących, miękkich i niemal niedotykalnych grzbietach.
Czasem niewinne zachcianki urastają do prześladujących nas cieni, następujących
na pięty, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Inne dają się zagłuszyć
spełnieniem, żadnego jednak nie sposób omamić erzacem, ponieważ prędzej czy
później, oszustwo wyjdzie na jaw. Jak to
jest ? Pragnienia stanowią część nas, a równocześnie są tak od nas oddalone…
Odrywają się od nas, mknąc gdzieś poza widnokręgi, by zabarwić je
ciemnopurpurowymi smugami, innym razem stają się polarnymi gwiazdami.
Najgorsze są żądze,
kłębiące się w gadziej eskalacji,
ściśle oplatając nadgarstki – jak linki
lalkarza. Czynią człowieka bezwolną marionetką na uwięzi instynktów,
przetrawiającej moralność chuci, niezwalczonemu pożądaniu, pożerającemu jak
trąd. Kukiełka pragnień, głucha i ślepa,
prowadzona jest mdłą, a kuszącą wonią spełnienia, które wywoła jedynie przykry
absmak – oto, w co możemy się przeobrazić. Marzenia byłyby podobne biegowi za latawcem – czarownym urzeczeniem,
które możemy pochwycić, a w to polowanie rozbrzmiewa śmiechem beztroski,
determinacji i kończy się zapatrzeniem w nieboskłon, niekoniecznie kryształowej
czystości, ale wszelkie chmury mogą jedynie podnieść walor naszej gonitwy.
„Pragnienie” ogarnęło moje czytelnicze zamierzenia zaraz po tym, jak w literackim eterze rozbrzmiała wieść o premierze książki. Nie znałam autora, ale w zapowiedzi opowieści o parnym oddechu australijskiej kolonizacji, smagającym ciemnoskóre ciała, pokryte ochrą, przemieszanym z cholerycznym miazmatem metalicznego Londynu jarzyły się skoczne i niepokorne iskry zatraty w niepokoju. Flanagan zderzył dwa światy, ich łączność opierając na poszukiwaniu i usprawiedliwianiu zaginionego zdobywcy nowych światów, nie mającego jednak tego własnego, damy, wciąż kiełznającej swoje serce i pisarza, tkającego wokół siebie gęstą pajęczynę emploi pana domu i artysty. Opowiem Wam dziś o powieści, którą uznałam za arcydzieło obnażające mrok przelewający się w duszach luminarzy. „Pragnienie” to oścień oślepiającej prawdy, ukazujący potworny zgrzyt pomiędzy rasą samozwańczych zdobywców i krzewicieli postępu a poznawczą czystością mieszkańców dziewiczych dotychczas wysp. To historia wyspy, która z potęgą szamana przeobraża zdarzenia we wspomnienia nim zdążą się jeszcze rozpocząć.